Andrzej Rudziński, wieloletni Kierownik Kolei Górniczych KWB Konin
Ludzie przemysłu · Koleje Górnicze KWB Konin

Człowiek, który otworzył nam drzwi do świata Krokodyli

Po 34 latach pracy w KWB Konin na emeryturę odchodzi Andrzej Rudziński – wieloletni Kierownik Kolei Górniczych, Dyrektor i człowiek, bez którego znaczna część naszej konińskiej przygody po prostu by się nie wydarzyła.

Są w turystyce przemysłowej miejsca, które zapamiętuje się na całe życie. Są maszyny, których dźwięk rozpoznaje się po latach z zamkniętymi oczami. Są fotografie, dla których warto przejechać pół Polski, wstać przed świtem, założyć kask, kamizelkę i ciężkie buty, a potem przez cały dzień biegać pomiędzy kolejnymi fotostopami.

Ale za tym wszystkim zawsze stoją ludzie.

Ludzie, którzy potrafią spojrzeć na grupę pasjonatów stojących przed bramą czynnego zakładu nie jak na problem, lecz jak na szansę. Którzy rozumieją, że przemysł warto nie tylko eksploatować, modernizować i utrzymywać, lecz także pokazywać, tłumaczyć, dokumentować i zachowywać w pamięci.

Dla Zrobotyzowanych takim człowiekiem w Kolejach Górniczych Kopalni Węgla Brunatnego „Konin” był Andrzej Rudziński.

34 lata w KWB Konin
19 lat jako szef Kolei Górniczych
1992 początek pracy w kopalni
2026 ostatnia zawodowa zmiana

Kolej była tam od początku

W przypadku Andrzeja Rudzińskiego trudno właściwie wskazać moment, w którym kolej pojawiła się w jego życiu. Ona po prostu była tam od zawsze.

Pochodzi z kolejarskiej rodziny. Jego ojciec przez lata pracował jako zwrotniczy na stacji Bełżec, a kolejową drogę zawodową wybrało aż pięcioro z sześciorga rodzeństwa. PKP, Kopalnia Piasku Kotlarnia, Cementownia Rudniki, Huta Częstochowa, LHS – kolej w tej rodzinie przybierała różne postaci, ale niezmiennie pozostawała częścią codzienności.

Sam Andrzej ukończył Technikum Kolejowe w Lublinie, a następnie Wydział Transportu Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Radomiu. W 1991 roku został magistrem inżynierem.

Po krótkim okresie pracy w Biurze Projektów Kolejowych w Poznaniu, w 1992 roku trafił do KWB Konin. Zaczynał jako sztygar zmianowy. Rok później był już zastępcą sztygara oddziałowego, w 1997 roku został zastępcą Kierownika Kolei Górniczych, a od 2007 roku sam kierował tym niezwykłym kolejowym organizmem.

Łącznie przez 19 lat był szefem Kolei Górniczych – najdłużej w ich historii.

Przywędrowałem do Wielkopolski z Roztocza za miłością swojego życia – żoną Dorotą. I tu, w Wielkopolsce, znalazłem swoją drugą miłość – kolejową i zawodową.
Andrzej Rudziński

Za zamkniętą bramą

Kto choć raz próbował zorganizować wejście kilkudziesięciu osób na teren czynnego zakładu przemysłowego, wie, że pomiędzy zdaniem „fajnie byłoby to zobaczyć” a chwilą, kiedy uczestnik rzeczywiście staje przy torze, w hali napraw albo na nastawni, znajduje się przepaść.

Zgody. BHP. Organizacja ruchu. Ochrona zakładu. Transport. Koordynacja pracowników. Trasy przejścia. Miejsca dostępne i te, do których wejść absolutnie nie można. Godziny przejazdów. Ruch technologiczny. Fotografia. Bezpieczeństwo kilkudziesięciu ludzi.

A jeśli dodatkowo chce się uruchomić specjalny pociąg na czynnej kolei przemysłowej tylko po to, aby grupa pasjonatów mogła go fotografować, sprawa przestaje przypominać zwykłe zwiedzanie.

I właśnie dlatego nasze konińskie wyprawy były czymś wyjątkowym.

Andrzej Rudziński nie tylko pozwalał nam przekroczyć bramę. Pomagał nam zrozumieć świat znajdujący się po jej drugiej stronie.

Nasza wspólna konińska historia

2023 Pierwsze głębokie wejście w świat Kolei Górniczych

Warsztaty w Kazimierzu Biskupim, lokomotywownia, wagonownia, nastawnie, pulpity kostkowe i oczywiście legendarne elektrowozy EL2 – „Krokodyle”.

2024 Krokodyle wychodzą dla nas na szlak

Specjalne pociągi, fotostopy i możliwość dokumentowania czynnej sieci przemysłowej w warunkach, których nie dałoby się odtworzyć podczas zwykłego zwiedzania.

2025 Jeszcze głębiej w technikę

Lokomotywownia, zaplecze utrzymaniowe, naprawy EL2, TEM2 i SM42, nastawnia, wagonownia oraz ludzie, którzy przez lata utrzymywali ten ogromny organizm w ruchu.

2026 Ostatnie Krokodyle

Dokumentowanie końca epoki. Ostatnie kilometry, ostatnie fotostopy i ostatnie fotografie świata, który właśnie przechodził do historii.

Krokodyle wyszły dla nas na szlak

25 maja 2024 roku wydarzyło się coś, o czym kilka lat wcześniej moglibyśmy najwyżej marzyć.

„Krokodyle Golden Hour”.

Nie zwykłe oglądanie lokomotywy stojącej przed halą. Nie szybkie zdjęcie zza płotu. Nie przypadkowo złapany pociąg podczas normalnej pracy.

Dla uczestników Zrobotyzowanych uruchomiono specjalne składy, a fotograficzna pogoń prowadziła przez kolejne fragmenty ogromnej sieci Kolei Górniczych. Pociągi, autokary i fotostopy trzeba było ze sobą zsynchronizować tak, aby kilkadziesiąt osób mogło bezpiecznie znaleźć się dokładnie tam, gdzie powinny – dokładnie wtedy, kiedy powinny.

Każda z tych wypraw wymagała ogromnej pracy organizacyjnej po stronie kopalni i zaangażowania wielu osób. Andrzej był jednak tym człowiekiem, który przez lata pomagał nam przekładać najbardziej szalone pomysły na bezpieczne, dobrze przygotowane i naprawdę niezapomniane wizyty.

I za to będziemy mu szczególnie wdzięczni.

Andrzej wpuścił nas nie tylko do maszyn.
Pokazał nam ogromną wiedzę ludzi, którzy z tymi maszynami przepracowali życie.

Technika zaczyna żyć dopiero wtedy, kiedy opowiadają o niej ludzie

Można zobaczyć Krokodyla na fotografii.

Można przeczytać jego dane techniczne.

Ale czymś zupełnie innym jest wejść do hali i usłyszeć od człowieka pracującego przy tej kolei, dlaczego coś skonstruowano właśnie tak. Zobaczyć, jak wagon podnoszony jest na podnośnikach. Stanąć przy pulpicie nastawczym. Zajrzeć do kabiny. Porozmawiać z dyżurnym ruchu, mechanikiem czy maszynistą.

To właśnie wtedy technika przestaje być eksponatem.

Zaczyna żyć.

Zaczęliśmy się ścigać z czasem

A potem przyszedł rok 2026.

Wiedzieliśmy już, że czasu nie ma, praca lokomotyw EL2 miała zakończyć się kilka miesięcy wcześniej, ale była przenoszona z miesiąca na miesiąc. W końcu wiedzieliśmy, że za chwilę stanie się to, co było nieuniknione.

31 marca miała zakończyć się trwająca 68 lat eksploatacja lokomotyw EL2 w Polsce. Maszyn, które od 1958 roku wpisały się w krajobraz KWB Konin tak mocno, że trudno było wyobrazić sobie tamtejszą kolej bez ich charakterystycznych sylwetek.

Kilkanaście maili, niezliczona liczba telefonów i zapadła decyzja, 18 kwietnia ruszamy więc jeszcze raz, tym razem po raz ostatni.

„Ostatnie Krokodyle”.

Fotografowaliśmy kolej, elektrownie, dawne odkrywki, estakady, słupy trakcyjne i przemysłowy krajobraz, który przez dziesięciolecia tworzyły wspólnie maszyny i ludzie.

Kilka dni później – 30 kwietnia Krokodyle ucichły.

Zostały fotografie, filmy, nagrania, opowieści i wspomnienia.

I właśnie tutaj historia Andrzeja Rudzińskiego splata się z historią Zrobotyzowanych najmocniej.

Bo dużej części tych zdjęć mogłoby po prostu nie być

Nie byłoby wielu kadrów z nastawni. Nie byłoby spacerów po halach. Nie byłoby specjalnych przejazdów przez przemysłowy krajobraz, organizowanych po to, żebyśmy mogli ustawić aparaty w odpowiednim miejscu.

Nie byłoby dziesiątek rozmów z pracownikami. Setek pytań uczestników. Tysięcy fotografii rozsianych dziś po dyskach, galeriach i mediach społecznościowych.

A za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat właśnie te materiały mogą okazać się bezcenne.

Najważniejsze nie są jednak lokomotywy

Andrzej wspomina, że do Wielkopolski przywędrował z Roztocza za swoją największą miłością – żoną Dorotą – a tutaj znalazł również drugą: zawodową, kolejową. Przez 34 lata dawała mu ona możliwość pracy ze wspaniałymi ludźmi.

I chyba trudno o lepsze podsumowanie.

Bo można przez 34 lata wykonywać zawód.

Można też przez 34 lata zostawiać po sobie coś więcej niż wykonane zadania, podpisane dokumenty i przepracowane zmiany .

Andrzej zostawia po sobie ludzi, których nauczył, pracowników, z którymi budował Koleje Górnicze, ogromną wiedzę i doświadczenie – ale również tysiące pasjonatów z całego świata, którzy dzięki jego otwartości zobaczyli przemysł od strony, której wcześniej nie znali.

Niektórzy po raz pierwszy weszli wtedy do lokomotywowni. Ktoś pierwszy raz zobaczył nastawnię od środka. Ktoś inny pierwszy raz usłyszał Krokodyla z kilku metrów. Ktoś zrobił zdjęcie, o którym marzył od kilkunastu lat.

A ktoś być może właśnie po jednej z tych wycieczek zrozumiał, że technika, kolej czy przemysł są czymś, czym chciałby zajmować się zawodowo.

Tak właśnie przekazuje się kulturę techniczną.

Nie tylko podręcznikami.

Przede wszystkim – ludźmi.

Historia zapisana w naszych relacjach

Jeżeli chcecie wrócić do świata Kolei Górniczych KWB Konin, Krokodyli i naszych wspólnych wypraw – tutaj znajdziecie całą historię.

Drogi Andrzeju – dziękujemy.

Za wszystko, czego nie da się zamknąć w jednym oficjalnym „dziękujemy za współpracę”.

  • Za każde otwarte drzwi.
  • Za każdą rozmowę zaczynającą się od naszego: „A czy dałoby się…?”.
  • Za cierpliwość do naszych pomysłów.
  • Za Krokodyle, Tamary, wagony, nastawnie, hale i kilometry kopalnianych torów.
  • Za ludzi Kolei Górniczych, których dzięki Tobie spotkaliśmy.
  • Za zaufanie.
  • I za możliwość zapisania fragmentu historii polskiego przemysłu dokładnie w tym momencie, kiedy historia ta działa się jeszcze na naszych oczach.

Kiedy zakład przemysłowy kończy działalność, maszyna zostaje odstawiona, tor zarasta albo znika nastawnia, bardzo szybko okazuje się, że rzeczy kiedyś oczywiste stają się bezpowrotnie niedostępne.

Dlatego tak wielką wartość mają ludzie, którzy w odpowiednim momencie rozumieją, że warto wpuścić do tego świata również tych, którzy chcą go poznać, sfotografować i opowiedzieć o nim następnym pokoleniom.

Andrzej Rudziński był dla nas właśnie takim człowiekiem.

Teraz kolejna zmiana w grafiku wygląda już zupełnie inaczej. Bez nastawni. Bez telefonu dzwoniącego w sprawach ruchowych. Bez rozkładu kolejnego pociągu. I bez konieczności pilnowania, czy grupa Zrobotyzowanych z aparatami znowu nie wymyśliła czegoś, czego teoretycznie „nie da się zrobić”.

Drogi Andrzeju – życzymy przede wszystkim zdrowia, spokoju i czasu. Dużo czasu. Na rodzinę, podróże, kolej oglądaną tym razem bez zawodowej odpowiedzialności i wszystkie rzeczy, które przez lata musiały czekać na swoją kolej.

Niech emerytura nie będzie końcem historii, tylko początkiem jej zupełnie nowego rozdziału.

A jeśli zatęsknisz kiedyś za stukiem kół, zapachem kolejowego warsztatu, pulpitami nastawczymi albo grupą ludzi z aparatami, która koniecznie chce stanąć dokładnie po tej stronie toru, po której akurat nie powinna…

…to chyba obie strony doskonale wiedzą, gdzie się znaleźć.

Za Koleje Górnicze.
Za Krokodyle.
Za zaufanie.
Za wspomnienia. A przede wszystkim – za bycie częścią historii Zrobotyzowanych.

Do ZROBO-zobaczenia na kolejowym szlaku.
Zrobotyzowani

Privacy Preference Center