Ścieżka edukacyjna Zrobotyzowani we współpracy z ArcelorMittal Poland – Gorąca wycieczka Zrobotyzowanych do Walcowni Gorącej BWG ArcelorMittal Poland ⚒️
Kiedy stajemy pod halą Walcowni Gorącej w krakowskiej hucie ArcelorMittal (dawnej Hucie im. Sendzimira), pierwsze uderza nas cisza. Z zewnątrz to „zwykły” przemysłowy kolos – stal, szkło, rzędy okien. Ale wystarczy przekroczyć bramę, żeby wejść do świata, w którym stal płynie jak lawa, a dziesiątki megawatów mocy zamieniają masywne bloki metalu w cienką taśmę o grubości zaledwie 1,4 mm.
W miniony piątek to właśnie tutaj nasz zespół Zrobotyzowanych wraz z przewodnikiem Panem Rafałem Paradowskim (kierownikiem wsparcia ArcelorMittal Poland) wyruszył w wyjątkową turystyczno-przemysłową wyprawę do Walcowni Gorącej ArcelorMittal w byłym krakowskim oddziale Sendzimira. Od pierwszych chwil czuliśmy, że nie będzie to zwykłe zwiedzanie – ogromne maszyny, skwierczące piece i wijące się pasma gorącej stali po prostu nas zahipnotyzowały. Byliśmy tam, widzieliśmy na własne oczy kawałek przemysłowego „technicznego dziedzictwa” Polski i chcemy się podzielić z Wami każdym szczegółem tej wyprawy!
Chcesz zobaczyć, jak 25-tonowe stalowe bloki zmieniają się w kilometrowe taśmy blachy na Twoich oczach?
Dołącz do naszych kolejnych wydarzeń, a odkryjesz tę i inne tajemnice Walcowni Gorącej!
Od wielkich pieców do nowoczesnej walcowni – krótka historia stalowego miasta
Pan Rafał zaczyna od opowieści o samej hucie. Dawna Huta im. Lenina, potem Huta im. Tadeusza Sendzimira, dziś ArcelorMittal Poland – ogromny, wieloetapowy kompleks hutniczy, który przez dekady miał w sobie wszystko: wielkie piece, stalownie, koksownie, walcownie gorące i zimne. Historia krakowskiego zakładu rozpoczęła się w 1954 roku, już w latach 70. produkcja osiągała około 6–7 mln ton rocznie, a zakład posiadał 12 baterii koksowniczych, 5 wielkich pieców i stalownię martenowską.
Po transformacji ustrojowej huta trafiła pod skrzydła koncernu ArcelorMittal. W ramach umowy prywatyzacyjnej nowy właściciel był zobowiązany do budowy nowoczesnej walcowni gorącej. Budowa ruszyła w 2005 roku, a już w 2007 roku wygrzano w nowym piecu pierwszy slab. Po kilku miesiącach pełnej produkcji stary zakład walcowni gorącej był już niepotrzebny – został wyłączony, a jego urządzenia zdemontowane. Dziś koncern zainwestował w Hucie Sendzimira ponad 3 mld zł od 2004 roku, a sam zakład walcowni gorącej pochłonął ok. 1,2 mld zł i nadal jest uznawany za najnowocześniejszą walcownię w Europie.
Dziś część surowcowa w Krakowie nie pracuje – w 2020 roku wielkie piece i stalownia zostały trwale wygaszone. Ale walcownia gorąca wciąż żyje pełnią życia, przetwarzając stalowe półprodukty (slaby) przywożone z innych zakładów grupy, nie tylko z Polski. Po wybudowaniu drugiego pieca grzewczego ciąg walcowniczy osiągnął wydajność rzędu 3,3 mln ton rocznie, podczas gdy wcześniej było to ok. 2,3 mln ton. W praktyce – jedna linia jest w stanie „przepuścić” przez siebie rocznie tyle stali, ile waży małe miasto.
Do transportu gorących slabów często wykorzystuje się tzw. wagony termosy, opracowane specjalnie dla Walcowni Gorącej na wagonach Samms.
To tu powstają gorąco walcowane blachy w kręgach, które później trafiają m.in. do:
- walcowni zimnej,
- zakładów powlekania organicznego,
- producentów konstrukcji, profili, rur,
- branży motoryzacyjnej i kolejowej.
Na mostku operatorów – pierwszy kontakt z żywą stalą
Pierwszy przystanek wycieczki: mostek operatorów wsadu, z którego widać „parking” slabów – ogromnych stalowych bloków. Każdy slab to:
- długość od 6 do 11 metrów,
- grubość 220 do 250 mm,
- szerokość od 0,7 do 2,1 metra,
- masa do 35 ton, jednak standardowo około 25 ton.
Surowe bloki stali przyjeżdżają pociągami z Dąbrowy Górniczej. Pojazdy kolejowe przywożą po dwa slaby na wagonie, oddzielone drewnianymi podkładami. Operatorzy na mostku mierzą każdy slab, sprawdzają jego numer i przeznaczenie, zgodnie z ustalonym planem produkcji określającym: który blok trafi do pieca, w jakiej kolejności i na jaki końcowy wyrób zostanie przerobiony.
Rafał wyjaśnia nam zasadę doboru wsadu:
„Nie wybieramy slabów na ślepo. Do każdego zamówienia trzeba dobrać odpowiednią szerokość, gatunek stali, masę. Maksymalnie możemy zredukować szerokość o około 100 mm – jeśli slab ma metr, zrobimy z niego blachę o szerokości 900 mm, ale nie 700.”
Dlatego w planowaniu produkcji bardzo precyzyjnie dobiera się szerokości slabów do docelowych szerokości blach – zwykle slab jest o 20–30 mm szerszy, żeby można było go delikatnie „dociąć” procesem walcowania, mając przy tym margines na błędy i wahania.
Czy chciałbyś stanąć oko w oko z potęgą rozżarzonej stali i poczuć żar pieców grzewczych?
Dołącz do naszych kolejnych wydarzeń, a odkryjesz tę i inne tajemnice Walcowni Gorącej!
Piece grzewcze – gdzie stal staje się pomarańczową lawą
Schodzimy w stronę serca gorącej walcowni – pieców grzewczych. To tu zimne, masywne slaby zamieniają się w gorące, plastyczne „bochny” stali. Slaby trafiają do jednego z dwóch potężnych pieców grzewczych typu pokrocznego („stary” i „nowy” piec), gdzie są podgrzewane do temperatury około 1230°C – tyle potrzeba, żeby stal stała się na tyle miękka, by poddawała się walcowaniu, ale jednocześnie wciąż zachowywała swoją strukturę.
Czas nagrzewania zależy od gatunku stali – zwykle to od 2,5 do 4 godzin (ok. 140–220 minut) w piecu, by uzyskać równomiernie rozgrzany materiał. Wysokie na parę metrów piece wyglądają jak wielkie prostokątne hale obudowane setkami metrów rur doprowadzających gaz i powietrze do palników.
Rafał pokazuje nam termopary i „okienka” rewizyjne, przez które pracownicy kontrolują proces nagrzewania. Piec podzielony jest na strefy, w których osobno steruje się:
- dopływem gazu,
- ilością powietrza,
- temperaturą w komorze pieca
Dla turystów przemysłowych to prawdziwy raj: gigantyczne wymienniki, systemy sprężonego powietrza, instalacje gazowe, stacje redukcyjne. Wyobraź sobie korytarz pełen rur, zaworów i manometrów, w którym każdy element ma swoje zadanie w utrzymaniu stabilnych warunków cieplnych.
Rafał uczciwie studzi nasze fotograficzne zapędy – wyjaśnia, że zdjęcia najwrażliwszych instalacji muszą przejść przez wewnętrzną autoryzację. Dla Zrobotyzowanych to standard – bezpieczeństwo i poufność zawsze mają pierwszeństwo przed spektakularnym kadrem.
Zbijanie zgorzeliny – prysznic pod ciśnieniem
Kiedy slab osiąga odpowiednią temperaturę, wyjeżdża z pieca na rolki transportowe. Na jego powierzchni, w trakcie nagrzewania powstaje zgorzelina – twarda, utleniona warstwa, której nie wolno zostawić na blachach.
Dlatego pierwszy etap po wyjściu z pieca to zbijanie zgorzeliny – stal dostaje „prysznic” z wodą pod bardzo wysokim ciśnieniem. Strumienie wody zbijają niepożądaną warstwę i chłodzą nieco powierzchnię materiału. Pod samotokiem powstaje swoisty stalowo-wodny potok: mieszanka wody i zgorzeliny trafia do specjalnych kanałów, gdzie jest chłodzona i oczyszczana – woda wraca do obiegu, a zgorzelinę można sprzedać lub zutylizować.
Walcarka wstępna – pięć do siedmiu przepustów
Następny etap to klatka wstępna (roughing mill). Tutaj slab – wciąż gorący jak lawa – wjeżdża pomiędzy potężne walce i jest walcowany w pięciu lub siedmiu przepustach. Każdy przepust oznacza przejazd w jedną stronę – stal raz po raz zawraca, z każdą chwilą stając się coraz cieńsza i dłuższa.
Parametry po walcarce wstępnej:
- grubość: od 30 do 55 mm,
- szerokość: nadal do 2,1 m,
- temperatura wciąż bardzo wysoka, ponad 1000 stopni.
Walcarka wykańczająca – sześć klatek i wyścig z czasem
Po roughingu pasmo trafia do zespołu sześciu klatek wykańczających (finishing mill). Tu już wszystko dzieje się w sposób ciągły – pasmo pędzi przez kolejne walce, a każda klatka zmniejsza jego grubość i kontroluje profil. To właśnie ta część procesu odpowiada za to, jaką finalną grubość będzie miała nasza blacha.
Dla „standardowych” wyrobów zakres jest szeroki, ale dla nas najciekawsze są skrajności:
- najcieńsze blachy wychodzą z linii z grubością ok. 1,4 mm – stalowy odpowiednik kartonu, ale wciąż o masie liczonej w tonach,
- typowe pasma to 2–8 mm,
- po stronie „grubasów” produkowane są blachy kilkunastomilimetrowe, dla których stosuje się mniej skrajne parametry walcowania.
- Dodatkowo na ostatnim etapie, na ostatniej klatce walcowniczej blacha może otrzymać fakturę antypoślizgową – dzięki specjalnemu walcowi z formą typu „łezko”.
Kampania walców wykańczających – czyli okres między ich szlifowaniami i wymianą – to ok. 2500 ton przerobionego materiału, a szczegółowe instrukcje dotyczące zasad układania kampanii walcowniczych zajmują ponad 30 stron dokumentacji.
Rafał opowiada o tym, jak ważne jest tu utrzymanie płaskości i równomiernego rozkładu temperatury. Zbyt duże różnice, błędy w nastawach lub nierównomierne nagrzanie mogą spowodować defekty jakościowe, a zbyt duże wypracowanie walców zjawisko, które huta nazywa „kocimi uszami” – charakterystyczne wywinięcie krawędzi na przekroju poprzecznym pasma.
Dla nas – technicznych freaków – to czysta poezja procesu: ogromne siły nacisku, precyzja licząca się w dziesiątych części milimetra i wszystko to sterowane z klimatyzowanego pulpitu, pełnego ekranów i wykresów.
150 metrów stalowego sprintu – sekcja chłodzenia
Za ostatnią klatką wykańczającą pasmo trafia na sekcję chłodzenia. To właśnie tu odbywa się precyzyjna walka o końcowe własności mechaniczne stali.
Od ostatniego walca do zwijarki jest ok. 150 metrów samotoków, z czego ok. 112 metrów stanowi „sekcja mokra” – gęsta bateria dysz wodnych nad i pod pasmem, sterowanych osobno w kilku strefach.
Rafał wyjaśnia nam strategie chłodzenia:
- standardowo stal chłodzi się tak, aby przed zwinięciem miała około 500-600°C,
- w przypadku niektórych gatunków – np. dwufazowych stali dla motoryzacji – stosuje się ekstremalnie szybkie chłodzenie nawet do ok. 150°C tuż przed zwinięciem, co zamraża określoną strukturę fazową materiału i daje odpowiednią kombinację wytrzymałości oraz plastyczności,
- są też gatunki, przy których wody praktycznie się nie używa – stal stygnie wolniej, co sprzyja innym własnościom.
Obserwujemy obraz rozgrzanego pasma, które pod baterią dysz przechodzi z koloru intensywnej pomarańczy w ciemnoczerwony żar, aż wreszcie staje się wizualnie „zimne”, choć w środku wciąż ma kilkaset stopni. Dla nas to jeden z najbardziej fascynujących momentów wycieczki.
Zwijarki – kiedy 1,5 km stali zamienia się w jeden krąg
Na końcu linii czekają zwijarki (coillery) – potężne bębny, które chwytają początek pasma i nawijają je, zamieniając w krąg blachy.
Kilka liczb, które robią wrażenie:
- maksymalna masa pojedynczego kręgu: 35 ton,
- wysokość kręgu: do 2,2 m,
- długość taśmy w jednym kręgu przy cienkich blachach (ok. 2 mm i mniej): nawet 1,5 km, przy czym jeden krąg blachy zawsze wykonuje się z jednego slaba.
Wyobraź to sobie: stalowe „spaghetti”, które po rozwinięciu mogłoby połączyć dwa odległe przystanki kolejowe w mieście, a jednak wciąż mieści się na jednym bębnie. Widzieliśmy, jak ze zwijarki wyłania się krąg, który następnie jest przenoszony transporterem, zabezpieczany bednarką w pakowarce, opisywany i następnie transportowany suwnicą przy pomocy ogromnego chwytaka.
Rafa






































