Data: 23 maja 2025 | Lokalizacja: Zespół Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce | Misja: Turbiny Odkryte




Deszczowy, chłodny poranek w Bieszczadach dla większości oznacza herbatę pod kocem. Dla nas? To idealne tło dla technicznej przygody. W piątek, 23 maja 2025 roku, ekipa Zrobotyzowanych ruszyła na ekskluzywną wyprawę do Zespołu Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce. Cel był prosty: zobaczyć to, co na co dzień ukryte jest za grubymi murami zapory i tabliczkami „Wstęp wzbroniony”.
Naszą wizytę w Elektrowni Wodnej Solina rozpoczęliśmy od solidnej dawki wiedzy, która szybko uświadomiła nam, że to miejsce to nie tylko wakacyjna atrakcja, ale kluczowy element polskiego systemu energetycznego. Choć większości kojarzy się z żaglówkami i widokiem na zaporę, Solina to w rzeczywistości trzecia co do mocy elektrownia szczytowo‑pompowa w Polsce – ustępuje jedynie gigantom w Żarnowcu (750 MW) i Porąbce‑Żar (500 MW).
Zwiedzanie zaczęliśmy klasycznie: od krótkiego filmu o historii ZEW Solina, który wprowadził nas w świat energetyki wodnej i pokazał, jak ogromne znaczenie ma ta instalacja dla stabilności krajowej sieci. Już na starcie padł fakt, który robi wrażenie nawet na laikach: w przypadku blackoutu Solina potrafi w ciągu zaledwie czterech minut wykonać pełen rozruch, smarowanie, chłodzenie i rozpocząć odbudowę systemu elektroenergetycznego. To właśnie takie obiekty pozwalają przywrócić kraj do życia po awarii.
Poznaliśmy też podstawy działania polskiego systemu elektroenergetycznego – od rynku mocy, który zapewnia gotowość do pracy, po rynek bilansujący, który dba o stabilność w czasie rzeczywistym. Dzięki temu łatwiej było zrozumieć, dlaczego Elektrownia Wodna Solina jest tak ważnym „magazynem energii” i stabilizatorem sieci.
W trakcie prezentacji pojawiła się również ciekawostka, o której wcześniej nie mieliśmy pojęcia: rozważano budowę nowej elektrowni szczytowo‑pompowej na górze Jawor. Taka inwestycja wymagałaby modernizacji połączenia Solina–PSE do sieci najwyższych napięć, co tylko podkreśla skalę projektu.
A skoro o ciekawostkach mowa – najbardziej zaskoczył nas sposób uruchamiania dwóch zespołów pompujących wodę w górę. Start odbywa się „na sucho” — najpierw sprężone powietrze wypycha wodę z komory pompy, przygotowując cały układ do pracy. I tu zaczyna się prawdziwa inżynieryjna dramaturgia, bo są dwa zupełnie odmienne sposoby rozruchu.
Pierwszy to metoda elegancka i kontrolowana: falownik powoli rozpędza turbinę do częstotliwości synchronicznej, a dopiero potem układ zostaje płynnie włączony do sieci energetycznej. Zero pośpiechu, pełna kultura techniczna.
Drugi sposób… cóż, to już zupełnie inna szkoła jazdy. „Z hebla” — brutalnie, natychmiast, bez półśrodków. Skuteczne? Oczywiście. Delikatne? Ani trochę. A efekt takiego startu potrafi być odczuwalny podobno nawet w Lesku.
Chcesz na własne oczy zobaczyć, jak 760 000 m³ betonu trzyma w ryzach miliardy litrów wody, a potężne turbinopompy w ułamku sekundy zmieniają kierunek rzeki, by ratować krajowy system energetyczny? Dołącz do naszych kolejnych wydarzeń, a odkryjesz te i inne tajemnice Elektrowni Wodnych! Dołącz do nas, zasubskrybuj newsletter! Nie bądź zwykłym turystą – zostań Zrobotyzowanym!



Dyspozytornia – prawdziwe centrum dowodzenia elektrowni
Kolejnym etapem naszej wizyty była dyspozytornia, czyli serce i mózg całej Elektrowni Wodnej Solina. To właśnie tutaj koordynuje się pracę obiektu, reaguje na zmiany w systemie energetycznym i podejmuje decyzje, które mają realny wpływ na bezpieczeństwo regionu.
W sytuacjach awaryjnych lub podczas pracy na pełnej mocy dyspozytornia potrafi tętnić życiem – wtedy obsadę stanowi nawet 16 specjalistów. Na co dzień jednak wystarczą trzy osoby, które czuwają nad stabilnością i efektywnością pracy elektrowni.
Przed nami rozciągało się stanowisko dyspozytora: biurko zastawione kilkunastoma monitorami, na których w czasie rzeczywistym wyświetlane są kluczowe parametry pracy. Widzieliśmy m.in. . ciągłe pomiary temperatury turbogeneratorów, dane o przepływach, obciążeniach i stanie urządzeń. Każda zmiana, każdy odchył od normy jest natychmiast widoczny.
To właśnie tutaj zapadają decyzje operacyjne, które wpływają na bezpieczeństwo elektrowni i okolicznych miejscowości. Jednak o charakterze pracy i mocy oddawanej do sieci decydują Polskie Sieci Elektroenergetyczne – Solina wykonuje ich polecenia, pełniąc funkcję jednego z najważniejszych stabilizatorów krajowego systemu energetycznego.
Zobacz pełną galerię w najwyższej jakości!
Odkryj wszystkie industrialne kadry z naszej wyprawy i pobierz zdjęcia w pełnej rozdzielczości.
Hala maszyn – serce elektrowni i remont, który robi wrażenie
Najbardziej wyjątkowym momentem całej wycieczki była wizyta w hali maszyn – miejscu, do którego na co dzień trafiają tylko nieliczni. To właśnie tutaj, w samym sercu Elektrowni Wodnej Solina, mogliśmy z bliska zobaczyć kapitalny remont turbogeneratorów, prowadzony po ponad 25 latach bezawaryjnej pracy. Taka okazja zdarza się naprawdę rzadko.
Na naszych oczach turbogenerator nr 4 prezentował się już w pełnej krasie po zakończonym remoncie, natomiast turbogenerator nr 3 był w trakcie prac. Oba urządzenia to nie tylko generatory energii – to turbinopompy, które odpowiadają za tłoczenie wody między zbiornikami Jeziora Solińskiego i Myczkowskiego, pełniąc kluczową rolę w pracy elektrowni szczytowo‑pompowej.
Podczas remontu wykonywany jest cały wachlarz specjalistycznych działań. Jednym z najważniejszych jest wyważanie wirnika – niezwykle precyzyjna operacja, od której zależy sprawność, stabilność i żywotność całego układu. To praca wymagająca doświadczenia, dokładności i ogromnej wiedzy technicznej.
W przeszłości zespoły były remontowane w cyklu „jeden zespół rocznie”. Jednak po dużej modernizacji przeprowadzonej w 2000 roku dopiero teraz pojawiła się potrzeba wykonania tak szeroko zakrojonych prac. To pokazuje, jak solidnie zaprojektowane i eksploatowane są urządzenia pracujące w Solinie.
Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest stać pod rurą zasilającą o gigantycznym przekroju lub słuchać echa w betonowych galeriach ukrytych głęboko pod dnem jeziora, gdzie panuje wieczna cisza i stałe 6–8°C? Dołącz do naszych kolejnych wydarzeń, a odkryjesz te i inne tajemnice Elektrowni Szczytowo-Pompowych! Dołącz do nas, zasubskrybuj newsletter! Nie bądź zwykłym turystą – zostań Zrobotyzowanym!
Hala turbin – kulisy elektrowni, do których zwykle nikt nie zagląda
Dalsze kroki skierowaliśmy do hali turbin znajdującej się bezpośrednio pod halą maszyn. To przestrzeń, do której nie docierają uczestnicy standardowych wycieczek, a więc dokładnie takie miejsce, jakie Zrobotyzowani lubią najbardziej – techniczne, surowe i pełne inżynieryjnych tajemnic.
To tutaj mogliśmy zobaczyć turbogeneratory od spodu, wraz z całym zapleczem, które na co dzień pozostaje niewidoczne: systemami filtracyjnymi, zbiornikami olejowymi, instalacjami do separacji zanieczyszczeń. Każdy element tej infrastruktury pracuje w tle, dbając o niezawodność i bezpieczeństwo całego układu.
Największe wrażenie robił turbogenerator nr 4, który po remoncie prezentował się jak nowy – mogliśmy obejrzeć go z perspektywy, jakiej nie zobaczy się nigdzie indziej. Tuż obok, w miejscu pracy turbogeneratora nr 3, trwał intensywny remont. Znak „Miejsce pracy” nie pozostawiał żadnych wątpliwości, że jesteśmy w strefie, gdzie dzieje się prawdziwa inżynieria. Z pewnej odległości dało się dostrzec miejsce montażu – pozostał tam jedynie zewnętrzny pierścień łopat kierujących wodę na turbinę, niczym otwarta rama czekająca na serce całego układu.
Schodząc jeszcze niżej, poniżej hali turbin i poniżej hydrozespołów, trafiliśmy do miejsca, które najlepiej oddaje skalę tej elektrowni. To właśnie tam, od spodu, mogliśmy podziwiać potężną rurę doprowadzającą wodę do turbogeneratora nr 4. Jej rozmiar i konstrukcja robią ogromne wrażenie – to żyła wodna, która zasila cały układ i pozwala elektrowni pracować z imponującą mocą.
Pobierz i udostępnij najlepsze ujęcia!
Pełna galeria w wysokiej rozdzielczości czeka na Ciebie — idealna do social mediów i kolekcji fanów industrialu.


Wnętrze zapory – niewidoczny z zewnątrz labirynt inżynierii
Dalsza część wycieczki to eksploracja wnętrza zapory, czyli miejsca, którego turyści zwykle nie widują, a które skrywa fascynujący, chłodny i precyzyjnie zaprojektowany świat. Zeszliśmy tak nisko, jak tylko pozwala konstrukcja – do najniższej i najszerszej z czterech galerii komunikacyjnych. Dla kontrastu, najwyższy – czwarty poziom – znajduje się już ponad lustrem wody Jeziora Solińskiego, co świetnie pokazuje skalę całego obiektu.
Wzdłuż ścian galerii rozmieszczone są czujniki automatycznego systemu kontroli zapory, które nieustannie monitorują jej stan. To właśnie na podstawie tych danych raz w roku przeprowadzana jest szczegółowa ocena techniczna całej konstrukcji. Precyzja i regularność pomiarów to fundament bezpieczeństwa – i tu pojawiła się ciekawostka, która zaskakuje każdego: zapora cały czas przecieka… i to dobrze. Kontrolowane przecieki są naturalnym elementem pracy tak ogromnej budowli, a ich stały monitoring pozwala szybko wykryć najmniejsze odchylenia.
W środku panuje stała temperatura 6–8°C, niezależnie od pory roku. Łączność zapewniają wyłącznie połączenia kablowe – żadnych fal radiowych, żadnych kompromisów. W tak newralgicznym miejscu liczy się absolutna niezawodność.
Podczas przejścia zobaczyliśmy również tzw. fugę oszczędnościową, czyli jedną z dylatacji w masywie zapory, pozwalającą konstrukcji pracować i kompensować naprężenia. A potem przyszła chwila, która zostanie z nami na długo: dźwięk spuszczanej wody z dolnego przecieku. W miejscu, gdzie dominuje niemal absolutna cisza, ten nagły, potężny szum robi piorunujące wrażenie – jakby zapora na moment przypomniała o swojej mocy.
Zapora od spodu i historia betonu
Na koniec wizyty w Solinie wyszliśmy na zewnątrz zapory, aby przyjrzeć się jej z dołu i podziwiać jej ogrom. To właśnie tam poznaliśmy kolejne fascynujące fakty z historii budowy zapory. Aby w ogóle zrealizować ten projekt, powstała specjalna cementownia, pracująca wyłącznie na potrzeby inwestycji. Do wzniesienia zapory zużyto aż 760 000 m³ betonu – liczba, która nawet dziś brzmi jak wyjęta z podręcznika o megaprojektach inżynieryjnych.
Na placu budowy działała również kolejka wąskotorowa, która nieustannie dowoziła materiały, krążąc między poszczególnymi punktami robót. Cała logistyka przedsięwzięcia była imponująca, a tempo prac – jak na tamte czasy – wręcz niewiarygodne.
Patrząc na zaporę od spodu, trudno nie odczuć respektu wobec inżynierów i robotników, którzy ją stworzyli. Skala tego projektu robi ogromne wrażenie nawet dziś, w epoce nowoczesnych technologii i maszyn.
Elektrownia Myczkowce – moc w mniejszej, ale równie fascynującej skali
Drugi etap naszej wyprawy rozpoczęliśmy od krótkiej przejażdżki busem do Elektrowni Wodnej Myczkowce. Pogoda może i nie była łaskawa, ale nastroje zdecydowanie tak – a to idealne połączenie, by odkrywać kolejne zakamarki bieszczadzkiej energetyki.
Myczkowce działają w zupełnie innej skali niż Solina. To 8,3 MW mocy zainstalowanej i dwa turbozespoły z turbinami Kaplana, dostarczone niegdyś przez węgierską firmę Ganz. Elektrownia, podobnie jak Solina, przeszła modernizację w 2000 roku, dzięki czemu do dziś pracuje stabilnie i efektywnie.
W środku jest głośniej, ciaśniej i bardziej kameralnie, ale właśnie to nadaje temu miejscu wyjątkowy charakter. Mogliśmy zobaczyć turbogeneratory w ruchu, poczuć ich wibracje i usłyszeć charakterystyczny szum pracy maszyn. Na ścianach wciąż wiszą zabytkowe tablice automatyki, które przypominają o historii obiektu i dawnych metodach sterowania. Do tego garść ciekawostek o faunie Jeziora Solińskiego – od ryb po ptaki – sprawiła, że technika i natura po raz kolejny pięknie się tu przenikają.
Największym zaskoczeniem była jednak informacja, że Elektrownia Myczkowce to w rzeczywistości… dwie elektrownie. Oprócz głównej, znajdującej się tuż obok zapory, działa także niewielka elektrownia w samej zaporze. Jej zadaniem jest zapewnienie minimalnego przepływu wody – nie mniej niż 1,5 m³/s – w zakolu Sanu pomiędzy zaporą a zrzutem głównej elektrowni. To mała, ale kluczowa część całego systemu, dbająca o stabilność ekosystemu i ciągłość przepływu.






„Zielone wzgórza nad Soliną” – finał w deszczu i mgle
Na zakończenie dnia wybraliśmy się na spacer po zaporze w Myczkowcach. W porównaniu z monumentalną zaporą w Solinie ta wydaje się niemal filigranowa, ale ma w sobie coś, co przyciąga uwagę – kameralny urok i bliskość natury. Zatrzymaliśmy się przy zewnętrznych galeriach i mechanizmach otwierania spustu wody, podziwiając ich prostotę i funkcjonalność.
Z korony zapory rozciągał się widok na słynne „zielone wzgórza nad Soliną”. W pochmurną, deszczową pogodę krajobraz nabrał zupełnie innego charakteru – jezioro wyglądało jak z kadru filmowego, a mgła snująca się nad wodą dodawała mu tajemniczości. To jeden z tych momentów, kiedy technika i natura tworzą idealną kompozycję.
Była chwila na zdjęcia, krótką wymianę wrażeń i… oczywiście pierwsze rozmowy o kolejnych wyprawach. Bo po takiej dawce inżynieryjnych emocji już planujemy następne techniczne podróże.





Emocje, wnioski i… do zobaczenia nad Soliną!
Po całym dniu zwiedzania wracaliśmy z Bieszczadów pełni wrażeń, z głowami przeładowanymi wiedzą i obrazami, których nie da się zobaczyć nigdzie indziej. Byliśmy tam — w sercu jednej z najważniejszych elektrowni wodnych w Polsce, w miejscach, do których na co dzień zaglądają tylko pracownicy. Zobaczyliśmy z bliska turbogeneratory w remoncie, zeszliśmy do galerii wewnątrz zapory, dotknęliśmy infrastruktury, która na co dzień pracuje w ciszy, stabilizując krajowy system energetyczny.
Solina okazała się nie tylko ikoną wakacyjnych widoków, ale prawdziwą świątynią inżynierii — miejscem, gdzie precyzja spotyka się z surową siłą natury, a technologia działa w harmonii z wodą, betonem i czasem. Dzięki naszym przewodnikom poznaliśmy mnóstwo ciekawostek, zobaczyliśmy procesy, które zwykle pozostają ukryte, i przekonaliśmy się, jak wygląda zaplecze obiektu, który potrafi w cztery minuty podnieść kraj z energetycznego blackoutu.
To była wyprawa, która zostaje w głowie na długo. A my — jak to Zrobotyzowani — już planujemy kolejne techniczne przygody. Bo kiedy raz zajrzy się do wnętrza takiego giganta, trudno nie chcieć więcej.
Jeśli wciąż zastanawiacie się, czy warto brać udział w kolejnych wyprawach ze Zrobotyzowanymi, ta relacja mówi wszystko. Tak unikalnych przeżyć nie znajdziecie nigdzie indziej! To #turystykaprzemysłowa w najczystszej postaci — pełna pasji, wiedzy, emocji i miejsc, do których zwykły turysta nigdy nie dotrze.
My już nie możemy doczekać się następnej przygody. A tymczasem… do zobaczenia na kolejnych wyprawach Zrobotyzowanych! 👋
Podziękowania
Serdecznie dziękujemy Gospodarzowi ZEW Solina – PGE Energetyka Odnawialna S.A. za zaufanie oraz możliwość zorganizowania rozszerzonego zwiedzania obiektu, dzięki któremu mogliśmy zajrzeć w miejsca na co dzień absolutnie niedostępne dla odwiedzających.
Szczególne podziękowania kierujemy do naszego przewodnika, Pana Damiana Guzika Kierownika Działu Elektrycznego PGE Energia Odnawialna S.A., Oddział ZEW Solina–Myczkowce, za ogrom wiedzy, cierpliwość i wyczerpujące odpowiedzi na każde z naszych pytań.
Dziękujemy również wszystkim uczestnikom, którzy pokonali setki kilometrów, by wspólnie z nami odkrywać techniczne zakamarki Soliny i Myczkowiec. Mimo deszczowej pogody dotrwaliście do końca z energią i ciekawością, które napędzają kolejne wyprawy Zrobotyzowanych.
Do zobaczenia na następnych technicznych przygodach!
Dziękujemy!
Przeżyj tę wyprawę jeszcze raz!
Wejdź do naszej galerii SmugMug i obejrzyj zdjęcia, które najlepiej oddają klimat Soliny i Myczkowiec.
Wszystkie zdjęcia zostały wykonane i opublikowane za zgodą PGE Energetyka Odnawialna S.A.


Słowa kluczowe: turystyka przemysłowa, Zrobotyzowani, Solina, Myczkowce, Elektrownia Wodna Solina, ZEW Solina, elektrownia szczytowo‑pompowa, zwiedzanie elektrowni, zwiedzanie zapory, wnętrze zapory, infrastruktura krytyczna, energetyka wodna, turbogenerator, turbinopompa, hala maszyn, hala turbin, remont turbogeneratora, wyważanie wirnika, galerie zapory, zwiedzanie techniczne, industrialne zdjęcia, technologia od środka, Bieszczady, jednodniowa wycieczka z przewodnikiem, relacja z wydarzenia, PGE Energia Odnawialna, ZEW Solina‑Myczkowce, zapora Solina, zapora Myczkowce, zwiedzanie infrastruktury, inżynieria wodna, system elektroenergetyczny, energetyka od kuchni.
Brzmi jak świetnie spędzony dzień? Zobacz dokąd jeszcze wybieramy się w nadchodzącym czasie:
Chcesz przeżyć podobną przygodę? Turystyka przemysłowa w wydaniu Zrobotyzowanych to dostęp do miejsc, których na co dzień nie zobaczy nikt poza pracownikami — wnętrza zapór, hale turbin, galerie kontrolne i serce infrastruktury krytycznej.
👉 Dołącz do nas! Śledź nadchodzące wydarzenia na Zrobotyzowani.com.pl i zapisz się na newsletter, żeby nie przegapić kolejnych zapisów. 👉 Wyraź swoją pasję: zajrzyj do naszego sklepu Zrobki.pl po gadżety dla fanów industrialu i energetyki!
#Zrobotyzowani #Solina #Myczkowce #Bieszczady #TurystykaPrzemysłowa #IndustrialTourism #ElektrowniaWodna #ZaporaSolina #ZaporaMyczkowce #EnergetykaWodna #InfrastrukturaKrytyczna #TechnologiaOdŚrodka #ZwiedzanieTechniczne #HydroPower #PGE #ZEWSolina #IndustrialPhotography #Eksploracja #PolskaNaWeekend #PodróżeMałeIDuże #Inżynieria #Energetyka #ZrobotyzowaniNaSzlaku
- Share on LinkedIn (Otwiera się w nowym oknie)LinkedIn
- Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie)Facebook
- Share on Tumblr (Otwiera się w nowym oknie)Tumblr
- Share on Reddit (Otwiera się w nowym oknie)Reddit
- Share on Telegram (Otwiera się w nowym oknie)Telegram
- Share on Threads (Otwiera się w nowym oknie)Threads
- Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie)WhatsApp
- Share on X (Otwiera się w nowym oknie)X
- Udostępniaj za pomocą narzędzi natywnychUdostępnijSkopiowano do schowka
- Share on Poczta (Otwiera się w nowym oknie)Poczta
Zdjęcia wykonali: Karol Lubaczewski
Relację przygotowali: Paulina Kozłowska, Andrzej Cabal Kwiatkowski, Karol Lubaczewski

W przypadku blackoutu Elektrownia Solina pełni kluczową rolę w odbudowie systemu elektroenergetycznego, pozwalając na przywrócenie kraju do życia po awarii. Obiekt ten potrafi wykonać pełen rozruch i rozpocząć proces zasilania w ciągu zaledwie czterech minut.
Rozruch falownikiem to kontrolowana metoda polegająca na powolnym rozpędzaniu turbiny do częstotliwości synchronicznej, co pozwala na płynne włączenie układu do sieci. W przeciwieństwie do niej, start „z hebla” jest brutalny i natychmiastowy, a generowane przez niego wibracje mogą być odczuwalne nawet w Lesku.
Wewnątrz galerii panuje stała temperatura 6–8°C, a łączność zapewniają wyłącznie połączenia kablowe. Stan obiektu monitorowany jest przez automatyczny system czujników oraz stałą kontrolę naturalnych przecieków, co pozwala na przeprowadzanie corocznych ocen technicznych konstrukcji.
Funkcja szczytowo-pompowa polega na tłoczeniu wody między zbiornikami Jeziora Solińskiego i Myczkowskiego za pomocą specjalnych turbinopomp. Pod względem mocy Solina zajmuje trzecie miejsce w Polsce, ustępując jedynie elektrowniom w Żarnowcu oraz Porąbce-Żar.
Rozszerzone zwiedzanie obejmuje niedostępne dla standardowych wycieczek miejsca, takie jak hala maszyn, hala turbin oraz najniższe galerie komunikacyjne wewnątrz zapory. Uczestnicy mogą z bliska zobaczyć m.in. remontowane turbogeneratory oraz techniczne zaplecze infrastruktury krytycznej ukryte głęboko w konstrukcji obiektu.
Tak, wejście na zaporę w Myczkowcach jest możliwe, co potwierdza opisany w tekście spacer uczestników po jej koronie. Z tego miejsca można podziwiać widok na jezioro oraz zobaczyć zewnętrzne galerie i mechanizmy otwierania spustu wody.
Zapora w Myczkowcach ma wysokość 17,5 metra i rozciąga się na długość 386 metrów. Ta betonowa konstrukcja typu ciężkiego spiętrza wody Sanu, tworząc malownicze Jezioro Myczkowskie pełniące funkcję zbiornika wyrównawczego.
Zapora w Myczkowcach została ukończona i oddana do użytku w 1960 roku, choć pierwsze prace nad jej konstrukcją rozpoczęły się jeszcze w okresie międzywojennym. Obecnie stanowi ona kluczowy element Zespołu Elektrowni Wodnych, pełniąc funkcję zbiornika wyrównawczego dla większej zapory w Solinie.
W okolicy warto zobaczyć elektrownię z turbinami Kaplana oraz mniejszą instalację dbającą o przepływ wody w zakolu Sanu. Z korony zapory można podziwiać zewnętrzne galerie, mechanizmy spustowe oraz malowniczy widok na słynne „zielone wzgórza nad Soliną”.
Tak, zapora w Myczkowcach jest starsza od zapory w Solinie, ponieważ oddano ją do użytku w 1960 roku, czyli osiem lat przed ukończeniem prac nad większą konstrukcją. Budowa obiektu w Myczkowcach stanowiła pierwszy etap realizacji całego kompleksu hydroenergetycznego na Sanie.
Elektrownia Myczkowce została oficjalnie oddana do użytku w 1961 roku, choć jej budowę rozpoczęto jeszcze w okresie międzywojennym. Obecnie stanowi ona kluczowy element Zespołu Elektrowni Wodnych Solina-Myczkowce, pełniąc istotną rolę w krajowym systemie energetycznym.
Tak, zwiedzanie elektrowni w Myczkowcach jest możliwe w ramach zorganizowanych wydarzeń, takich jak wyprawy grupy Zrobotyzowani. Uczestnicy mogą wówczas zobaczyć pracujące turbogeneratory, zabytkowe tablice automatyki oraz zwiedzić zaporę wraz z jej mechanizmami.
Moc zainstalowana elektrowni w Myczkowcach wynosi 8,3 MW. Obiekt ten wykorzystuje do pracy dwa turbozespoły wyposażone w turbiny Kaplana.
Solina to potężna elektrownia szczytowo-pompowa wykorzystująca turbinopompy do stabilizacji systemu energetycznego, natomiast Myczkowce działają w znacznie mniejszej skali z mocą 8,3 MW i turbinami Kaplana. Podczas gdy Solina jest kluczowym magazynem energii, Myczkowce to obiekt bardziej kameralny, który dba m.in. o zachowanie minimalnego przepływu wody w Sanie.
Budowę nowej elektrowni szczytowo-pompowej rozważano na górze Jawor. Realizacja tej inwestycji wiązałaby się z koniecznością modernizacji połączenia Solina–PSE do sieci najwyższych napięć.
Rozpoczęcie budowy elektrowni szczytowo-pompowej na górze Jawor planowane jest wstępnie na Q3 2026 rok, po uzyskaniu niezbędnych pozwoleń środowiskowych i zakończeniu fazy projektowej. Inwestycja ta ma na celu zwiększenie stabilności krajowego systemu energetycznego oraz magazynowanie nadwyżek energii z OZE.
Planowana nowa elektrownia szczytowo-pompowa Młyny w Bieszczadach ma osiągnąć moc od 700 do 1000 MW, co uczyni ją jedną z największych tego typu instalacji w Polsce. Inwestycja ta znacząco przewyższy potencjał obecnej elektrowni w Solinie, której moc zainstalowana wynosi blisko 200 MW.
Planowana elektrownia szczytowo-pompowa Mątwy-Jawor będzie wykorzystywać Jezioro Solińskie jako dolny zbiornik, co spowoduje niewielkie, cykliczne wahania poziomu lustra wody. Inwestycja jest projektowana tak, aby zachować stabilność ekosystemu oraz nie zakłócać turystycznych funkcji regionu.
Szacowany koszt budowy elektrowni szczytowo-pompowej Jawor wynosi około 6 miliardów złotych, zgodnie z aktualnymi planami inwestycyjnymi Grupy PGE. Ostateczna kwota zależy od finalnego zakresu prac projektowych oraz cen technologii i surowców w momencie realizacji inwestycji.




